środa, 14 maja 2014

Rozdział 17.

Szliśmy powoli, rozkoszując się dotykiem swoich dłoni. Miałam wrażenie, że co druga osoba zerka na nas ukradkiem. No tak, wciąż zapominam, że Zayn jest sławny. Jakoś nigdy nie przywiązywałam do tego wagi. Wolałam myśleć o jego głębokich, czekoladowych oczach niż o wypełnionym portfelu i zdjęciach w prawie każdej gazecie.

Podążaliśmy w tylko jemu znanym kierunku. Między nami panowała cisza, raz na jakiś czas przerywana pytaniem. Wciąż miałam wrażenie, że Zayn na mnie zerka, więc kiedy tylko spotkałam się z jego wzrokiem, musiałam spytać o co chodzi. Za każdym razem odpowiadał, że o nic nie chodzi i posyłał mi uśmiech. W końcu dotarliśmy na miejsce. Przynajmniej tak mi się wydawało, bo Zayn zatrzymał się i pociągnął mnie w stronę parku. Naszym celem była świetnie ukryta, mała knajpka. Niewielki, kremowy budyneczek z czerwoną dachówką. Przed nim poustawiane były wiklinowe stoliki i krzesła, na których leżały wygodne poduszki. Wszystko oświetlone świeczkami i lampionami. Obok knajpki była ogromna, zielona polana, na której gdzie nie gdzie ludzie leżeli na kocach.Na drzewach powieszone były różnokolorowe lampiony.  Byłam pod ogromnym wrażeniem tego miejsca. Nie miałam pojęcia o jego istnieniu. Rozglądałam się z zachwytem, kiedy poczułam jak mulat ponownie mnie za sobą pociąga.

- ale tu pięknie. - stwierdziłam, kiedy się zatrzymaliśmy. - nie miałam pojęcia, że w środku miasta jest taka świetna miejscówka.
- a widzisz, potrafię zaskoczyć. - zaśmiał się, wypinając dumnie pierś. - wolisz usiąść przy stoliku czy na kocu?
- zdecydowanie koc. - uśmiechnęłam się. Nakazał , bym poczekała i parę sekund później wracał już z różowo - niebieskim kocem.
- uroczy. - zaśmiałam się, wskazując na trzymaną przez chłopaka rzecz.
- wiem, że jest bardzo męski, ale to był ostatni. - wyszczerzył się i chwytając mnie delikatnie za nadgarstek, pociągnął w stronę polanki. Dopiero wtedy zorientowałam się, że mam na sobie szpilki i czarną sukienkę. Kompletnie nie pasowałam do otoczenia. Z resztą tak jak i mulat.
- um, Zayn? - zaczęłam, zdejmując buty i podążając za chłopakiem.
-no? - spojrzał na mnie pytająco.
- ja chyba trochę za bardzo się wystroiłam na takie coś. - zrobiłam głupią minę i wskazałam na polankę.
- przestań, wyglądasz ślicznie. - uśmiechnął się do mnie. - ja też nie wyglądał całkiem normalnie, ale kto o to dba? Nie jesteśmy tu dla kogoś, tylko dla siebie. - stwierdził i rozłożył koc pod wierzbą. Usiadłam nieśmiało, starając się zrobić to z gracją. 

Odetchnęłam, stwierdzając, że jest okej i spojrzałam na chłopaka. Zayn już zdążył poluzować krawat i zmierzwić włosy. Przyznam szczerze, że z takim nieładem wyglądał jeszcze seksowniej niż normalnie. Siedział po turecku i wpatrywał się we mnie bez słowa. Jego twarz oświetlał blask księżyca, świecącego tego wieczora wyjątkowo jasno. Chłopak wyglądał niesamowicie. Błyszczące, czekoladowe oczy i pełne, malinowe usta. Zbliżyłam się i nachyliłam. Złożyłam krótkiego, acz czułego buziaka na jego wargach. Mój czyn spotkał się z cichym mruknięciem. Kiedy oderwałam się od niego, obdarzył mnie jednym ze swoich najpiękniejszych uśmiechów.

- na co masz ochotę? - spytał, po chwili milczenia.
- sama nie wiem.. - ułożyłam palec na brodzie i zaczęłam się zastanawiać. - może zdam się na ciebie. Skoro jedna niespodzianka ci się udała. - wyszczerzyłam się do chłopaka.
- no dobra, to daj mi chwilę. - odwzajemnił uśmiech i podnosząc się, ucałował mnie w czoło. Kiedy zniknął za drzwiami budynku, ułożyłam się wygodnie na kocu. Przyglądałam się rozgwieżdżonemu niebu, które przysłaniały gałęzie drzewa.

Nawet się nie zorientowałam kiedy Zayn powrócił z wielkim koszykiem. Ułożył go na kocu i zaczął wyjmować z niego świeczki. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.

- to standardowy zestaw. - uśmiechnął się jedynie. Miałam wrażenie, że powiedział to tylko dlatego, bym nie pomyślała o nim jak o jakimś przesadzonym romantyku. Odwzajemniłam gest i pomogłam mu rozpakowywać koszyk. Kiedy wyjęliśmy wszystkie smakołyki, Zayn pozapalał świeczki i rozpiąwszy guzik w koszuli, usiadł tuż obok mnie.

- tu jest naprawdę cudownie. - rzuciłam cicho, przyglądając się gwiazdom. Zamiast mi odpowiedzieć, subtelnie złapał mnie za rękę i ułożył ją sobie na udzie. Splótł nasze palce i kciukiem muskał wierzch mojej dłoni. Nawet na mnie nie spojrzał, jednak widziałam jak kąciki jego ust unoszą się w górę. Odetchnęłam i ułożyłam głowę na jego ramieniu.
Po dłuższej chwili milczenia usłyszeliśmy szaleństwa dochodzące z czyjegoś brzucha. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to mój brzuch. Podniosłam głowę i robiąc głupią minę, odwróciłam się. Usłyszałam śmiech i chwilę potem Zayn siedział tuż przede mną, wręczając mi jeden ze smakołyków. Z początku czułam się głupio i byłam nieśmiała. Nie mam pojęcia dlaczego, wstydziłam się jeść cokolwiek przy mulacie. Jednak po paru minutach kompletnie o tym zapomniałam i rozkręciłam się. Podczas jedzenia, dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się, wygłupialiśmy. Zayn wciąż opowiadał coś, przez co nie potrafiłam utrzymać jedzenia w buzi. 

Po zjedzeniu położyliśmy się na kocu. To znaczy Zayn się położył, a ja ułożyłam głowę na jego ramieniu. Odwróciłam się, by móc wsadzić nos pomiędzy linię jego szczęki, a ramię. Zmrużyłam oczy i zaciągnęłam się zapachem jego ciała, zmieszanym z zapachem perfum. On chwycił mnie za dłoń i splatając nasze palce, odetchnął głęboko. Spoglądałam na jego twarz. Podziwiał gwiazdy na granatowym niebie i uśmiechał się dyskretnie. Ułożyłam palec na jego policzku i kreśliłam na nim różne kształty, wciąż nie mogąc oderwać się od jego twarzy. 

- mógłbyś mi coś o sobie opowiedzieć? - wyszeptałam w końcu.
- co masz na myśli? - spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- chciałabym wiedzieć coś o twoim dzieciństwie, o twoim życiu. O tym co robisz.. Opowiedz mi proszę. - uśmiechnęłam się, muskając wargami jego rozgrzany policzek. Poczułam jak przez chwilę zadrżał. Zastanowił się i zaczął opowiadać. O dzieciństwie, rodzicach, siostrach. Mówił tak cicho, że tylko ja mogłam go usłyszeć. Wsłuchiwałam się w jego niesamowity głos, jednocześnie muskając opuszkiem palca jego dłoń. Bawiłam się jego długimi palcami, słuchając o jego miłości do śpiewania. Jego głos sprawiał, że czułam spokój, bezpieczeństwo, błogość. Czułam po prostu, że mogłabym tak trwać całe życie. U jego boku, otulona zapachem jego ciała, słysząc spokojne bicie jego serca i czując jego dotyk. 


***

Obudził mnie dotyk ciepłych warg na moim karku. Mimo, że już nie spałam, nie miałam ochoty otwierać oczu. Wczuwałam się w delikatne pocałunki. Czułam jego zapach i to jak obejmuje mnie ramieniem. W końcu zdobyłam się na otworzenie oczu. Spojrzałam w dół. Na moim brzuchu spoczywała dłoń, wypełniona tatuażami i masowała mnie delikatnie. Uśmiechnęłam się pod nosem i odwróciłam powoli. Od razu spotkałam się z czekoladowymi, pełnymi blasku oczami Zayn'a. Uśmiechnął się do mnie szeroko i ucałował w czoło. 


- dzień dobry. - wyszeptał zachrypniętym głosem. Odwzajemniłam uśmiech i wplotłam palce w jego zmierzwione, czarne włosy. Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy w milczeniu, kiedy doszło do mnie, że nie mam tak naprawdę pojęcia gdzie jestem. 

- Zayn? - rzuciłam cicho, nie odrywając od niego wzroku. 
- hm?
- gdzie..
- u mnie, spokojnie. - zaśmiał się. 
- czy my..
- nie. - dodał i ponownie się zaśmiał.Coraz częściej odnoszę wrażenie, że zaczynamy rozumieć się bez większych słów. Uśmiechnęłam się i ucałowałam go w policzek. 

Jeszcze chwilę leżeliśmy w łóżku, rozmawiając cicho i śmiejąc się. Kiedy zorientowałam się, że wciąż mam na sobie sukienkę, Zayn zaproponował mi swoje ciuchy. Wzięłam szybki prysznic i zarzuciłam na siebie jego koszulę. Jak się okazało, wcale nie musiałam mieć spodenek, bo koszula była tak długa i tak duża, że sięgała mi do połowy ud. Związałam włosy w koka i wróciłam do pokoju. Zayn'a już w nim nie było. Coś mi podpowiadało, by zajrzeć do kuchni. Kiedy stanęłam w drzwiach do pomieszczenia, zastałam mulata latającego od ekspresu do kawy, do patelni. Poczułam woń spalenizny i uśmiechnęłam się pod nosem. Podeszłam powoli do chłopaka i objęłam go w pasie. 

- tak wiem, nie jestem zbyt dobrym kucharzem. - rzucił, kiedy przyglądałam się jego spalonym naleśnikom. 
- spoko, liczy się, że w ogóle próbujesz - zaśmiałam się i przejęłam od niego narzędzia. 

Stanęłam przy patelni i starałam się uratować to co jeszcze było możliwe. Poczułam jak Zayn obejmuje mnie w pasie i kładzie głowę na moim ramieniu. Uśmiechnęłam się pod nosem i kontynuowałam smażenie. To, że Zayn nie potrafił gotować, wcale nie przeszkadzało mu w komentowaniu i radzeniu mi co mam robić. Po pół godzinie smażenia, przerywanego gorącymi pocałunkami składanymi na moim karku, ustawiałam ogromny talerz naleśników na stole. 

- cóż to za zapachy! - usłyszeliśmy. O framugę opierał się Harry i zaciągał się zapachem jedzenia. - wiedziałem, że to twoja sprawka. Malik jest beznadziejnym kucharzem - wyszczerzył się do nas i zasiadł przy stole. Ja wciąż wpatrywałam się ukradkiem w jego nagi tors, wypełniony tatuażami, do czasu kiedy poczułam dotyk Zayn'a. Spojrzałam na niego i od razu zapomniałam o otaczającym mnie świecie. 


Szablon by S1K